Stary blog

Maj, miesiąc szczęścia, czyli o lilaku krótka opowieść.



                                                                                                                                                          Narwali bzu, naszarpali,
Nadarli go, natargali,
Nanieśli świeżego, mokrego,
Białego i tego bzowego.

Liści tam – rwetes, olśnienie
Kwiecia – gąszcz, zatrzęsienie,
                                   (…)

Głowę w bzy – na stracenie,
W szalejące więzienie.
W zapach, w perły i dreszcze!
Rwijcie, nieście mi jeszcze!
                                      (Julian Tuwim)

                                                                                                           


                                                                                             


W maju nietrudno o szczęście;-)

Wystarczy zanurkować w krzak bzu i, upajając się niepowtarzalnym zapachem, uważnie przyjrzeć się drobnym fioletowym kwiatom podobnym do małych gwiazdek. Na ogół mają tylko 4 płatki, takich jest baaardzo dużo i nie o te nam w danej chwili chodzi:)
Szukamy \”wybryku natury\”, czyli kwiatka o pięciu płatkach.
A jak już go znajdziemy – szczęście murowane;-)
Ale, ale, nie tak od razu, bo jak mówił Hemingway chociaż \”ludzie ciągle szukają skróconych dróg do szczęścia, nie ma skróconych dróg.\”
Dokładnie tak jest i w przypadku szczęścia bzowego;-) Samo znalezienie nietypowego kwiatka jeszcze nam szczęścia nie zagwarantuje;-)
Co zatem trzeba zrobić? Nie wiem jak jest dzisiaj, ale w czasach mojego wczesnoszkolnego dzieciństwa trzeba było taki kwiatek… zjeść, albo wrzucić sobie za koszulę;-)
Czy też tak robiliście, czy to tylko jakieś lokalne zwyczaje?
Ja wolałam zjadać, niż wrzucać za bluzkę, bo przecież zza bluzki wypadnie, a co zjem to moje – szczęście pewniejsze;-)))


Pamiętam, że w mieście mojego dzieciństwa bzów było zatrzęsienie.
Ach, jak wtedy upojnie pachniał maj.
W ogrodzie rodziców rosły trzy okazałe krzewy. Dwa fioletowe i jeden biały.
Było gdzie szukać szczęścia;-)
Najadłam się tych bzowych szczęśliwych kwiatków całe mnóstwo.
I wiecie co, chyba zadziałały;-))) No, przynajmniej jeśli chodzi o maj.
Jak daleko sięgam pamięcią, maj był dla mnie zawsze miesiącem pięknym i bardzo szczęśliwym. I tak jest do dzisiaj.
Magia czarodziejskich kwiatów bzu…

CZY BEZ TO BEZ, A JEŚLI NIE, TO CO?


Krzew, który wszyscy od zawsze nazywamy bzem, tak naprawdę bzem nie jest i z prawdziwym bzem czarnym (Sambucus nigra), czy z bzem koralowym (Sambucus racemosa) nie ma nic wspólnego.
Skąd zatem ta nazwa?
Ano wszystko przez Austriaków, do Austrii bowiem bez został sprowadzony po raz pierwszy z Turcji.
Wiedeńczykom przyszło do głowy, że ten pięknie pachnący krzew musi być spokrewniony z bzem czarnym. Skąd to przypuszczenie? Ano stąd, że młode pędy obu gatunków mają miękki, gąbczasty rdzeń. I tak oto, urodziwym, egzotycznym krzewom nadano nazwę: Turkischer Holunder, czyli turecki bez czarny. Choć tak naprawdę ani on turecki, ani bez, ani czarny.
Dlaczego nie turecki? Bo wbrew temu, co by się pozornie wydawało wcale z Turcji nie pochodzi, choć stamtąd do Europy przywędrował.
Jego naturalne stanowiska odkryto na Półwyspie Bałkańskim (tereny Rumunii). Turcy go najprawdopodobniej \”udomowili\” w XV wieku, po opanowaniu Półwyspu Bałkańskiego.
Dlaczego nie bez? To już wiemy – czytajcie wyżej.
A dlaczego nie czarny? No bo widział kto kiedy czarne kwiaty u bzu;-)))




JAK NAPRAWDĘ BEZ SIĘ NAZYWA I SKĄD TA NAZWA?


Ano naprawdę nazywa się lilak, lilak pospolity (Syringa vulgaris).
Większość z Was zapewne zna tę nazwę doskonale.
Słowo lilak wywodzi się z języka perskiego. Kolor niebieski zwano w tym języku \”nilak\”, a krzew o kwiatach w tym kolorze \”lilag\”. Arabowie przekształcili tę nazwę na \”laylak\”, Turcy natomiast na \”lilak\”. Ot i cała historia z prawdziwym imieniem rzekomego bzu:)
(Powyższe informacje zaczerpnęłam z artykułu doktora Tomasza Aniśko zamieszczonego w \”Ogrodach\” 4/2000)

LILAK I FLORYŚCI


Trudno tego cudnie pachnącego krzewu nie kochać, więc i florystom jest raczej bardzo bliski.
Co prawda sporo z nim kłopotu, bo nie jest zbyt trwały i szybko więdnie.
Po ścięciu z gałązek bzu należy usunąć liście, wyglądają co prawda ładnie, ale obniżają trwałość kwiatów, poprzez zwiększenie transpiracji.
Poza tym łodygi należy podciąć ukośnie i zanurzyć w wodzie głęboko, aż pod kwiatostany. I tak pozostawić na kilka godzin (a jeśli to możliwe, na całą noc), potem dopiero używać do bukietów czy kompozycji. Inny sposób to zanurzanie końców łodyg we wrzątku na kilkadziesiąt sekund, a później umieszczanie roślin w wodzie , ale nie lodowato zimnej.
Absolutnie nie należy miażdżyć końców łodyg. Roślina tak potraktowana nie będzie miała możliwości pobierania wody (ponieważ uszkodzimy wiązki przewodzące) i bardzo szybko zwiędnie.
Ważne jest też by ścinać bez w pełni rozwinięty, ten w pąkach zwiędnie bardzo szybko zwiędnie.
Nie bez znaczenia jest też pora dnia: najlepiej ścinać kwiatostany bzu wczesnym porankiem lub wieczorem.
Uroczo wyglądają wianki i bukiety z bzu.
Wianek zrobiłam na jednych z ostatnich zajęć. Przyznacie sami, że wygląda uroczo:) A jak pachnie!



A tak prezentuje się na modelce:


Do kompletu z wiankiem powstał bukiet z gałązkami lilaka, w boho-stylizacji.
Autorką bukietu jest Joanna Tatar.


Bardzo lubię bukiety z bzu. Kilka gałązek ustawionych w wazonie sprawia, że cały dom pachnie szczęściem:) 
A jak wspaniale wybrać się na spacer w ciepły majowy wieczór… zapach bzu upaja, uszczęśliwia, rozmarza. Chciałoby się wąchać, wąchać i wąchać.
Maj ma się ku końcowi. Bzy powoli zaczynają przekwitać, ale jeszcze są, jeszcze pachną.
Trzeba się nawąchać, by wystarczyło do przyszłego roku;-)
Bo ten pędzony , zimowy nie pachnie niestety:(
Bo bez można kupić także w zimie, ale to już całkiem inna bajka…

Pozdrawiam serdecznie i  do następnego pisania.

Przesyłam Wam uśmiech i zapach bzu:)



FLORENTYNA





97 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.