Stary blog

Warsztatowe bukietowanie i szczypta fiołkowych refleksji:)

Witajcie kochani.
Wpis miał być zaraz natychmiast po warsztatach, tego samego dnia, ale plany sobie, a jakieś przedziwne, przedwiosenne zmęczenie, sobie:)
Usiadłam do komputera tuż po przyjeździe z warsztatów. I wiecie co, ogarniała mnie taka senność, że głowa dosłownie leciała mi na klawiaturę:)
Nie wiem zupełnie co ja mam ostatnio z tym spaniem… Świat się budzi, wiosna puka do drzwi, a ja w sen jakiś pozimowy chcę zapadać;-)))
A może po prostu to słynne i mocno rozreklamowane przesilenie wiosenne daje o sobie znać?
 Przypuszczalnie coś jest na rzeczy, zważywszy, że wczoraj pochłonęłam za jednym zamachem prawie cały słoik kremu czekoladowego, czemu sama się do tej pory dziwię:)
Powtórzyć mogę za poetą, że \”czegoś mi braknie, kogoś widzieć żądam;-)))))\”
Magnezu mi ani chybi brakuje, endorfin mi brakuje, słońca mi brakuje. Wiosny chcę i tyle!
Jak tylko nadejdzie, to wszystko zmieni się na lepsze:) Spać w nadmiarze przestanę, objadać się słodyczami przestanę i w ogóle \”ja jeszcze z wiosną się rozkręcę, ja jeszcze z wiosną się roztańczę\”:)
Taką mam przynajmniej nadzieję i na to liczę.
Ale wróćmy do meritum, czyli do naszych ostatnich bukietowych warsztatów.
Stali bywalcy Groszków i róż wiedzą z pewnością, że uwielbiam bukiety układane na kryzach.
Kryzy dają ogromne pole dla wyobraźni, można poszaleć.
Dodatkowo znacznie powiększają optycznie bukiet, więc możemy ułożyć coś niebanalnego nawet z niewielkiej ilości kwiatów.
O różnego rodzaju kryzach do bukietów pisałam TUTAJ.
Także na naszych ostatnich warsztatach układałyśmy bukiety na kryzach.
Początkowo w planach było zimowe bukietowanie, ale podczas bytności na giełdzie zmieniłam zdanie: tyyyyle tam już wiosny, że trudno obok przejść obojętnie:)
Zamiast zimowej bawełny, białych goździków i szyszek, kupiłam tulipany i cudnej urody akację srebrzystą, której puszyste kuliste kwiatostany nieodmiennie kojarzą mi się z maleńkimi żółtymi kurczakami:)
 
 
I tak zamiast zimowych, powstały bukiety przedwiosenne, które miały zaczarować i zwabić wiosnę.
Pracę zaczęłyśmy od przygotowania kryzy. Tym razem powstała ona z siatki florystycznej, z której wycięłyśmy kwadrat o wielkości 10 na 10 oczek (nie wiem ile to w centymetrach, bo nie zmierzyłam)
Brzegi poprzeplatałyśmy trawą niedźwiedzią i gałązkami brzozy (bo przecież bez brzozy obejść by się nie mogło: czytajcie TUTAJ)
 
Tak to wyglądało:
 
W gotowych kryzach należało już tylko ułożyć kwiaty:
 
 
I przedwiosenne bukiety gotowe:
 
 
Dół bukietu wykończyłyśmy jutą:
 
 
Jak widzicie po układzie łodyg , bukiet nie był komponowany spiralnie, lecz równolegle.
Bukiety skrętoległe poćwiczymy kiedy wiosna rozgości się na dobre i kwiatów będzie duuużo, a te giełdowe zrobią się tańsze:)
A na kolejnych warsztatach planujemy przedwiosenne wianki (czyli dekoracje drzwi w okresie przedwiośnia).
Bo przedwiośnie już jest naprawdę i to fakt niezaprzeczalny.
W moim Wrocławiu dni stają się coraz cieplejsze. Co prawda od wczoraj trochę mokro, ale to deszcz pachnący już nadchodzącą wiosną. Mrozy się skończyły.
Przyroda się budzi z zimowego uśpienia.
Podobno przyleciały już pierwsze bociany.
A i ptaki o poranku świergolą jakoś radośniej, optymistyczniej. I te ich trele, to pytlowanie beztroskie powoduje, że i we mnie serce rośnie, a wszystko nagle staje się łatwiejsze.
Wiosna to przecież czas marzeń. Nie zapominajmy o nich w naszym zabieganym świecie.
Ta najpiękniejsza z pór roku jest tuż tuż i porozumiewawczo mruga do nas okiem, obiecując, że wszystko co dobre, piękne, interesujące, dopiero przed nami.
Ach, jakie wspaniałe są te obietnice…
Życzę Wam moi drodzy pięknych i spełniających się wiosennych marzeń.
Czy wiecie jak pachną marzenia?
Mój zapach marzeń, to zapach fiołków, które kojarzą mi się z wiosnami z beztroskich lat szczenięcych. Fiołki rosły w moim małym miasteczku niemal na każdym kroku, na każdym skwerku, na najmniejszym choćby spłachetku trawy. Znosiłam je do domu całymi naręczami.
I wiosenny dom mojego wczesnego dzieciństwa pachniał fiołkami.
Kiedy wącham fiołki, widzę oczyma duszy stół nakryty do obiadu, właśnie z bukiecikiem tych urokliwych kwiatów w centralnym miejscu. Obiad jest chyba niedzielny, bo przy stole cała rodzina: uśmiechnięta Mama, tryskający humorem Tata, i my obie z siostrą. I jakoś tak zupa pomidorowa mi się z tym obiadem kojarzy:)
Podsumowując można by rzec, że zapach fiołków przywodzi mi na myśl talerz pomidorowej zupy (ulubionej przez wszystkich w moim domu);-)
Ale szerzej rzecz ujmując: zapach fiołków to dla mnie zapach szczęścia, beztroski, ciepła, bezpieczeństwa, dosytu i spokoju. 
Uwielbiam fiołki. Lubię je dostawać i zanurzać nos w ich czarownej woni.
Czekam na nie z utęsknieniem. A kiedy zakwitną, poświęcę im oddzielny, w pełni fiołkowy wpis.
 
Pozdrowienia serdeczne i uśmiech dla wszystkich moich miłych gości.
A ja spaaaać (mam nadzieję, że wiosna mnie z tej narkolepsji wyleczy;-)
Po całym dniu spędzonym dzisiaj na szkoleniu czuję się odrobinkę usprawiedliwiona:)
Jutro kolejna porcja wiedzy niezbędnej do wykonania moich nowych zadań (ach jak ja lubię wyzwania).
 
Miłej niedzieli i udanego kolejnego tygodnia wszystkim Wam życzę.
 
 
 
            FLORENTYNA
 
 
 
 
 

692 komentarze