Sezonowość we florystyce – zima, część pierwsza
Witajcie drodzy Groszkowo-różani przyjaciele.
Ziiiima za oknem, mróz, nosy i uszy marzną. Nie lubię zimy w mieście, a Wy? Niestety nie dane mi wyjechać na urlop tam gdzie zima prezentuje się pięknie, bo pracy moc.
Jakoś trzeba to zimno przeczekać, może oswoić? Jeśli macie na to sprawdzone sposoby, proszę podzielcie się w komentarzach.
Myślę, że należy z tej zimy wycisnąć ile się da. Nie zwracać uwagi na niedogodności, ale uparcie i na przekór szukać plusów;-) Bo plusy niewątpliwie są, tylko trzeba umieć je dostrzec.

Oczywistym plusem zimy, także tej w mieście, są długie wieczory (choć mogą być odbierane także jako minus). Dla mnie są plusem, bo mam więcej czasu na czytanie i realizowanie swoich pasji i zainteresowań.
Można spędzić zimowy wieczór w przytulnej otulinie z ciepłego kocyka, z książką, filmem czy pamiętnikiem. To chyba mój ulubiony sport zimowy;-)
No ale do brzegu. Miało być o zimowej florystyce, a ja się rozmarzyłam leniwie.
A zatem moi kochani:
Jakie są plusy zimowej florystyki?
Wbrew pozorom bardzo duże. Pisząc zimowa florystyka, mam na myśli to, co uda się w tym okresie zaaranżować, praktycznie bez kwiatów, a tylko z materiałów, które oferuje nam natura.
I tutaj mamy ogromne możliwości tworzenia, Wystarczy uruchomić wyobraźnię, co w obliczu zupełnego braku kwiatów jest absolutnie konieczne.
Czym dysponujemy, zapytacie?
- Po pierwsze wielkim bogactwem roślin wiecznie zielonych. Jest ich naprawdę sporo i to niemal na wyciągniecie ręki. Tutaj tylko kilka przykładów: wszelkie iglaste, zwłaszcza malownicze sosny, ciemnozielone cisy, eleganckie jodły. A z liściastych choćby bluszcz, laurowiśnia czy ostrokrzew.






Jest tych roślin oczywiście znacznie więcej. Dzisiaj podaję zaledwie kilka przykładów. W kolejnym wpisie zajmę się nimi szczegółowo.
2. Po drugie dysponujemy wszelkiego rodzaju szyszkami. Najczęściej stosujemy szyszki sosny, świerka, modrzewia czy daglezji.
Są też inne możliwości, ale o tym w osobnym wpisie o szyszkach.




3. Po trzecie, pędy z owocami dostępne w naturze.
I tutaj wybór jest niemały.
Pokazuję tylko trzy gatunki bardzo oczywiste i łatwo dostępne, bo wpis mi się robi ooogromny;-)



Na zdjęciach od lewej: owoce ligustru pospolitego, śnieguliczka i owoce ostrokrzewu.
I chyba na tym dzisiaj poprzestanę, żeby dało się wytrwać do końca;-)
Wróćmy do plusów zimowej florystyki:
- niewielki koszt kompozycji
- dostępność materiałów
- oryginalność (aranżacje tworzone z materiałów naturalnych są niepowtarzalne i wyjątkowe, unikatowe)
- zimowe dekoracje roślinne są ekologiczne
- szyszki i rośliny zasuszone wprowadzają do wnętrz (i do serc;-) przytulność i ciepło
- dzięki stonowanym barwom bukiety i kompozycje zimowe są subtelne i eleganckie, bez jarmarcznej krzykliwości
- różnorodność materiałowa wprowadza do zimowych aranżacji ogromne bogactwo tekstur i faktur, co sprawia, że kompozycje pomimo swojej nieco chłodnej monochromatyczności są fascynujące i niepospolite
- dzięki dostępności materiału bukiety i kompozycje zimowe można sprzedawać po niższych cenach niż te bogatokwiatowe
Podsumowując: zima we florystyce, choć niezbyt barwna, jest arcyciekawa. No i fantastycznie nawiązuje do koloru roku 2026: Cloud Dancer, czyli subtelna biel i ecru, które idealnie odzwierciedlają zimowy klimat.
Czas zimowy wymaga od florystów większej kreatywności, co prowadzi do powstawania wyjątkowych i niekonwencjonalnych aranżacji.
I już zupełnie na zakończenie zapraszam Was na zajęcia pierwszego semestru florystów w szkole Teb Edukacja we Wrocławiu.
Wczorajsze zajęcia to było małe wyzwanie: wykonanie dekoracji na oka i wiszącej dekoracji naściennej w zimowych klimatach, całkowicie bez kwiatów.
Popatrzcie jak moi zdolni słuchacze sobie z tym zadaniem poradzili:



Kompozycje na okna wykonali w stylu wegetatywnym, a na ścianę zaproponowali kaskadę zimowych girlandek z szyszek i zieleni z delikatnym dodatkiem białej gipsówki.
To były ćwiczenia z cyklu: “u nas nic się nie marnuje”
Wszystkie materiały, które tutaj zostały zastosowane, to pozostałości po zimowych bukietach okolicznościowych i okrągłych bukiecikach ślubnych dla zimowej panny młodej.
Można? Można;-)
Jak Wam się podoba efekt końcowy?
A teraz już naprawdę kończę. Ciekawe czy komuś uda się dotrwać do tego miejsca;-)
Pozdrawiam Was serdecznie i… do następnego spotkania z florystyką zimową.


