Dlaczego lubię bukiety sezonowe? Czyli “wybieram kwiaty” część czwarta
Miłość do natury i roślin wszelkich dostałam od moich rodziców w genach, a sezonowe bukiety kwiatów na naszym stole w tak zwanym “pokoju stołowym” są głęboko zakorzenione w moich wspomnieniach z dzieciństwa i lat szkolnych. Były tam zawsze, jak daleko sięgnę pamięcią… I to właśnie najczęściej kwiaty ogrodowe, polne, łąkowe, a nie te tak zwane szlachetne, wyhodowane w szklarni. Choć i takie się od czasu do czasu pojawiały;-)

“Dzieciństwo jest jedyną porą, która trwa w nas przez całe życie”
Przywoływanie wspomnień pozwala przenieść się w czasie. Dobre wspomnienia pomagają nam poczuć się lepiej, dodają energii i inspirują do działania. Dlatego warto je pielęgnować. A wspomnienia z dzieciństa najczęściej są dobre i piękne;-)
Moje dziecięce i szkolne wspomnienia pełne są kwiatów.
Powracają do mnie bardzo wyraźnie, niczym zdjęcia w albumie, obrazy domu z zapachem kawy i pasty do podłóg ( tak, tak dawniej pachniały domy;-) i z wszechobecnymi bukietami kwiatów, niezależnie od pory roku.
Pisałam już co nieco o kwiatach w naszym domu tutaj
To niesamowite, jak działają nasze ludzkie umysły. Czasem wystarczy jakaś melodia, zapach, urywek książki czy kwiat w ogrodzie, by wywołać niemal lawinę wspomnień…

Moje dzieciństwo wraca do mnie najczęściej za sprawą kwiatów . Oczyma duszy widzę Mamę ustawiającą na stole bukieciki fiołków, tulipanów, potem liliowych bzów; jest wiosna.
Wiosna z jej kolorami, zapachami, soczystą zielenią i naturą budzącą się do życia.
Pastelowe, lekkie barwy, ulotność.
Na stole często pojawiają się tulipany, jedne z ulubionych kwiatów Mamy.

Z kolei lato to maki, chabry, ostróżki. Ciepłe barwy, mnogość kolorów.
Wakacje, optymizm, swoboda…
Jednym słowem mega kolorowa letnia łąka

I wreszcie nadchodzi jesień… Mama stawia na stole astry, potem chryzantemy. Coraz chłodniej, coraz mniej kolorów, natura zasypia.

A co z bukietami, gdy przychodzi zima???
No właśnie… Co postawilibyście na stole w sezonie zimowym, kiedy cała natura śpi? Czy na pewno cała?
I czy koniecznie o każdej porze roku na stole muszą stać kolorowe kwiaty? Pewnie, że można kupić je na giełdzie czy w kwiaciarni o każdej porze roku, ale nam przecież chodzi o sezonowość, tak jak w tytule.
Czym zatem udekorujemy zimowy stół???
Nic prostszego: na stole można postawić pęk zielonych gałęzi (na przykład sosnowych), z gałązkami bezlistnymi, które nadadzą bukietowi graficznej drapieżności. Można taki bukiet wzbogacić gipsówką, czy kilkoma białymi różami, ale kwiaty naprawdę nie są tu konieczne.
Warto przejść się na spacer, ściąć kilka bezlistnych gałęzi, pozbierać szyszki i dekoracja na stół gotowa.
W moim domu rodzinnym w zimie na stole najczęściej pojawiały się gałązki iglaste, szczególnie właśnie sosna, czasem nagie pędy modrzewiowe oblepione brązowymi szyszeczkami.
Popatrzcie na kilka przykładów zimowego bukietowania.



A już w następnym wpisie pokażę Wam jakie zimowe bukiety i aranżacje zrobiliśmy na zajęciach w szkole.
Teraz jeszcze tylko odpowiedź na pytanie zawarte w tytule: dlaczego lubię bukiety sezonowe?
- Są w zgodzie z naturą i podkreślają następstwo pór roku
- Można je wykonać z łatwo dostępnych materiałów, niewielkim kosztem
- Są ekologiczne
- No i są unikalne, oryginalne i dzięki temu niezwykle piękne i malownicze.
Zgadzacie się ze mną? Proszę, dajcie znać w komentarzach.
Bardzo Was pozdrawiam i życzę pięknego, kreatywnego zimowego bukietowania.
Ps. We wpisie wykorzystałam zdjęcia z platformy Pixabay; tylko trzy zdjęcia zimowych bukietów pochodzą z naszych czwartkowych warsztatów


